napisany przez: Maciej Piotrowski / Recenzje gier

Recenzja gry Kingdoms of Amalur: Reckoning

« PoprzedniaNastępna »

Wstęp

W branży gier rzadko zdarza się, że jeden tytuł promują trzy wielkie nazwiska. Pod tym względem Kingdoms of Amalur miało niebywałe szczęście. Nie dość, że w procesie jej powstawania miały wziąć udział prawdziwe sławy, to jeszcze ich wkład miał być właściwym fundamentem całej gry. O kim mowa? O znanym pisarzu fantasy – Robercie Salvatore (R. A. Salvatore), projektancie Obliviona – Kenie Rolstonie oraz znakomitym rysowniku komiksów i twórcy postaci Spawna – Toddzie McFarlane’ie. Muszę przyznać, że to ostatnie nazwisko zrobiło na mnie, miłośniku „dawnego” Spidermana, największe wrażenie. Tym bardziej z niecierpliwością wyczekiwałem premiery gry, w której bestiariusz wyjść miał spod pióra McFarlane’a.

Recenzja Kingdoms of Amalur: Reckoning

Niestety finalny produkt zawiódł nieco moje oczekiwania. Wyraźnie coś poszło nie tak, bo zamiast naprawdę wciągającej gry fantasy, która oczarowuje nas czymś więcej niż tylko spektakularnymi walkami otrzymaliśmy tytuł, który nie może zdecydować się czym tak naprawdę jest. Olbrzymi, pękający od zadań świat gry, nowatorskie podejście do mechaniki RPG oraz szalenie ekscytujący system walki ściera się tu z bogatą, choć strasznie kiepsko zaprezentowaną fabułą. Jak widać rozmach to niestety nie wszystko. Zacznijmy jednak od początku.


Recenzja Kingdoms of Amalur: Reckoning
« PoprzedniaNastępna »
Komentuj

Musisz być zalogowany aby komentować.