Kanał RSS

Uff, jak gorąco… czyli o przegrzewaniu się podzespołów komputera słów kilka

Uff jak gorąco... napisany 17 lipca 2010 przez barythepooh | Poradniki
Spis treści:
  1. Robi się gorąco
  2. Co się stało?
  3. Co dalej?
  4. Wszystko na jednej stronie

Robi się gorąco

 

Co to będzie, co to będzie…

Jest rzeczą prawie że oczywistą, iż aby skutecznie i w miarę bezpiecznie rozpocząć przygodę z overclockingiem, należy zadbać najpierw o dwie rzeczy: niezawodne i stabilne źródło prądu, czyli zasilacz, oraz o właściwe odprowadzenie ciepła z poszczególnych podzespołów komputera.

Jeśli chodzi o zasilacz, to zasada jest prosta – należy zaopatrzyć się w dobry, markowy (co niekoniecznie oznacza jeden z najdroższych) egzemplarz. Kropka. No, oczywiście trzeba jeszcze prawidłowo podłączyć do niego elementy naszego komputera – ale to chyba jasne.

Z chłodzeniem podzespołów sprawa jest już trochę bardziej złożona. Aby zmusić je do pracy z częstotliwościami większymi, niż przewidziane przez producenta (a na tym przecież polega overclocking), często konieczne jest podniesienie napięcia zasilającego dany element ponad wartość nominalną. Skoro wzrasta napięcie, wzrasta prąd, czyli energia elektryczna, której część następnie zamienia się w ciepło. Nikogo więc nie dziwi, jeśli temperatura takiego podzespołu zaczyna rosnąć. Co jednak zrobić, jeśli stwierdzamy, że nagle, niejako „samoistnie”, nasz komputer zaczyna zgłaszać, że jest mu zbyt gorąco? Czytając posty na naszym forum można stwierdzić, że sytuacja taka nie należy wcale do aż tak bardzo wyjątkowych, jakby się wydawało, i nad tym właśnie chciałbym przez chwilę się zatrzymać.

Na początku jest problem

Najbardziej typowa sytuacja to taka, w której beztroski użytkownik przeglądając np. jakieś forum komputerowe zdaje sobie sprawę, że temperatury podzespołów można – a nawet trzeba kontrolować. Ściąga więc jakiś programik (lub odkrywa, że ma taki od dawna zainstalowany) do monitoringu temperatury, uruchamia go … i jego oczom ukazuje się informacja, że temperatura procesora wynosi +120o C (lub 0o C, co też się zdarza). Względnie, bardziej świadomy użytkownik, mając już taki program zainstalowany, pewnego pięknego dnia zostaje zaalarmowany piskiem, oznaczającym, że według jego wskazań mógłby właśnie zacząć na karcie graficznej gotować wodę na herbatę. Co w takiej sytuacji zrobić?

Robi się gorąco

Przede wszystkim – nie wpadać w panikę. Jeśli wskazania są absurdalne, to istnieje znikome prawdopodobieństwo, aby podzespół miał rzeczywiście taką temperaturę, jaką wskazuje program–kłamczuszek. Niezależnie od tego, w jaki sposób owe temperatury są odczytywane lub obliczane, jedne programy są bardziej wiarygodne, inne mniej, a jeszcze inne wcale. Jedne lepiej dogadują się z danym typem płyty głównej, a inne gorzej. Oczywiście, najbardziej komfortową sytuacją jest taka, jeśli odczyt temperatury pochodzi z termopary podłączonej bezpośrednio do danego podzespołu lub jego radiatora, co jednak dość rzadko ma miejsce. Dlatego, jeśli chcemy monitorować temperatury za pomocą programów, doradzam w pierwszym rzędzie korzystanie z programów dołączanych przez producenta danego elementu, co się zdarza np. w przypadku niektórych kart graficznych. Jeśli takowego nie ma (np. na dołączonej płytce), to należy poświęcić chwilę na jego poszukanie  – na stronie producenta, forach komputerowych, stronach z oprogramowaniem itd. Ryzykowne jest zwłaszcza instalowanie wszelkich programów z numerkiem „0.7”, z dopiskiem „wczesna, nie w pełni stabilna beta” itp.

Większość płyt głównych jest ponadto wyposażona w BIOSy, w których, w odpowiedniej zakładce, możemy podejrzeć temperatury odczytywane z czujników poszczególnych podzespołów. Oczywiście, dotyczy to tylko tych elementów, które wyposażone są diody termiczne lub inne tego typu elementy. Warto z tej opcji skorzystać.

Kłopotów ciąg dalszy

No dobrze, trzy różne programy pokazują prawie identyczną temperaturę, BIOS wskazuje na to samo, a głośniczek wydaje niepokojące piski. Co zrobić?

Najczęściej zalecanym krokiem jest test organoleptyczny, a mówiąc po ludzku, jeśli nie mamy odpowiedniego urządzenia do pomiaru temperatury, należy dotknąć palcem radiatora, żeby upewnić się, czy jest on naprawdę tak gorący, jak na to wskazują odczyty. Należy przy tej operacji pamiętać o dwóch rzeczach:

  • dotykanie urządzeń elektrycznych pod napięciem grozi śmiercią lub kalectwem
  • wyładowania elektrostatyczne są zabójcze dla elektroniki

Z powyższych powodów gmeranie we włączonym komputerze, będąc ubranym w kurtkę ortalionową narzuconą na wełniany sweter, nie jest najszczęśliwszym pomysłem.

Sprawdzenia, czy radiator rzeczywiście parzy, należy dokonać po uprzednim wyłączeniu komputera z prądu za pomocą wyłącznika znajdującego się na zasilaczu, (roztargnieni dla pewności mogą wyjąć wtyczkę z zasilacza) i odczekaniu kilku sekund.

Są różne sposoby na to, żeby pozbyć się ładunków elektrostatycznych, np. specjalne opaski na nadgarstki, ja jednak za najpewniejszy uważam złapanie ręką za kaloryfer.

Po wykonaniu tych czynności można już przystąpić do sprawdzenia palcem (lub inną, preferowaną częścią ciała) temperatury radiatora.

Jeśli jest chłodny, to znaczy, że ma temperaturę np. nieznacznie wyższą od temperatury otoczenia i wskazuje to, że najprawdopodobniej nieprawidłowo działa dioda termiczna wbudowana w dany element. Można się z tym albo pogodzić i po prostu ignorować nieprawidłowe wskazania, albo, jeśli podzespół jest jeszcze na gwarancji, skorzystać z niej.

Jeśli natomiast radiator parzy, oznacza to, że pora podjąć bardziej zdecydowane kroki.

Korzystając z okazji, można, a nawet trzeba sprawdzić, czy wszystkie wtyczki zasilające są prawidłowo dociśnięte, a podzespoły siedzą mocno i pewnie w swoich gniazdach.

« PoprzednaNastępna »

Polecamy też: